Świadectwo Wojciecha

Magda mieszka w Warszawie, ma 34 lata. Jest kobietą aktywną. Jej wielką pasją jest wspinanie skałkowe. Spotykałem ją kilka razy w miesiącu na trasach wspinaczkowych Jury. Była sprawna i silna. Na Jurze wspinała się w weekendy, potem wracała do Warszawy, gdzie pomiędzy weekendami trenowała na sztucznych ściankach. Pracowała i kończyła studia. W sierpniu ubiegłego roku poczuła ból w klatce piersiowej. Jakby się uderzyła lub nadwyrężyła jakiś drobny mięsień międzyżebrowy. Z czasem ból narastał. We wrześniu nie tylko nie mogła się wspinać ale nawet chodzić. Zaczęła mieć problemy z oddychaniem do tego stopnia, że nie mogła nawet chodzić po mieszkaniu. Siedziała w fotelu z wysoką gorączką. Lekarze nie wiedzieli co jej jest. Przestałem spotykać ją w skałkach, ktoś ze wspólnych znajomych opowiedział, że od miesiąca siedzi w domu przerażona i ciepiąca i nie wiadomo co jej jest. Choć nasza znajomość nie była szczególnie bliska, jej historia poruszyła mnie na tyle, że poprosiłem obecnych we Wspólnocie „wstawienników” by się za nią modlili o uzdrowienie. Potem pomyślałem sobie, że to nie jest w porządku, by „wstawiennicy” modlili się za moją znajomą a ja nie. Poprosiłem więc by przyjęli mnie do swojego grona. Mniej, więcej w tym czasie gdy rozpoczęliśmy się modlić w jej intencji, znalazł się w Warszawie lekarz, który Magdę właściwie zdiagnozował i wykrył u niej chłoniaka, umieścił w szpitalu i wdrożył leczenie „chemią”. Poniższe świadectwo zostało napisane dla wystawienników po tym, jak odwiedziłem Magdę w szpitalu w połowie lutego br.

W niedzielę byłem w Warszawie i odwiedziłem Magdę, za którą się modlimy – Tę co ma chłoniaka. Ucięliśmy sobie pogawędkę i wyszedłem od niej z wielką radością w sercu. Magda jest po 4 sesji „chemii”. Jest bardzo słaba, schudła 20 kg ale jest pełna optymizmu bo organizm coraz lepiej radzi sobie z chorobą. Przyjmowanie „chemii” miało trwać do maja, tymczasem skończy się w marcu. Potem będą jeszcze naświetlania ale wygląda na to, że Magda jest na prostej drodze do całkowitego wyzdrowienia. Całkowitego to znaczy, że dotyczy to też sfery ducha. Magda jest kobietą zamężną ale w małżeństwie się jej „nie układało”. Właściwie podjęła decyzję, by w jesieni odejść od męża. Wybuch choroby temu przeszkodził. Jak możecie sobie wyobrazić, taka choroba to ciężkie doświadczenie nie tylko dla tego kto choruje ale i dla najbliższych. Mąż Magdy przeszedł tę próbę zwycięsko.  Zaskoczył Magdę a pewnie i siebie. Okazał się być super-facetem. Jest troskliwy, oddany, wyrozumiały i wytrwały, zaczął przejawiać aktywność w wielu kierunkach, w których dotąd był bezczynny. Wszytko to znakomicie godzi z opieką nad żoną. Magda widzi, że decyzję o ewentualnym odejściu powinna przemyśleć jeszcze raz. Ma teraz do uwzględnienia nowe przesłanki. Jest bardzo wzruszona tym, że stale się za nią modlimy i bardzo za tę modlitwę dziękuje. Zapewniłem ją, że dotychczasową intencję rozszerzę jeszcze i o to, by dobry Bóg, stopniowo uzdrawiając ją samą – uzdrowił też jej małżeństwo.

Myślę, że jesteśmy tu świadkami cudu. Nie chcę używać wielkich słów ani wpadać wegzaltację ale trudno mi o tym myśleć inaczej. Pan Bóg nie poprzestaje na uzdrowieniu Magdy z choroby ciała ale działa na nią całościowo. Naprawia relacje z mężem, ona sama zaczyna inaczej patrzeć na swoje życie, na siebie. Zaczyna też dostrzegać Boga. Myślę, że to wielka łaska, że Bóg posługuje się właśnie nami jako narzędziami w tym procesie!

Chwała Panu!