Świadectwo Pauliny

Mam na imię Paulina. Mam 23 lata pochodzę z wielodzietnej, katolickiej rodziny – a przynajmniej tak bym to kiedyś określiła. Zawsze wiedziałam, że Bóg istnieje, wpajano to mnie i mojemu rodzeństwu. Będąc dzieckiem Rodzice „wyciągali” mnie i siostry i brata w Niedziele do Kościoła. Wielokrotnie udawałam, że śpię, bo nie widziałam w tym najmniejszego sensu. Te „wspólne” wyjścia z dzisiejszego punktu widzenia były sztuczne. Z resztą nie trwały długo. Oczywiście Rodzice posłali mnie do Komunii, przyjęłam także sakrament bierzmowania. Mimo licznej rodziny i wielu znajomych zarówno ze szkoły czy ze świata sportu zawsze czułam się samotna, nierozumiana, gorsza od każdego, kogo napotkałam – począwszy od rówieśniczek, będących już mamami, wiecznych imprezowiczów, a nawet tych, którzy brali narkotyki. Byłam gorsza, bo nie miałam chłopaka, bo nie paliłam, nie piłam, alkohol mi nigdy nie smakował, nie potrzebowałam go do zabawy, jak inni, którzy nie raz się upodlali. Uważano mnie przez to za odludka. Jedyne, czym się wyróżniałam to sport. Trenowałam przez 15lat gimnastykę sportową. Była to przede wszystkim pasja, nikt mnie to tego nie zmuszał, choć kosztowało mnie to wiele wyrzeczeń. Był też okres, w którym było to formą ucieczki od rzeczywistości. Jedynie w tym byłam dobra i to ludzie zauważali. Oczywiście napięty plan dnia nie pozwalał na to by się z kimś związać, nigdy nie wychodziłam z inicjatywą. Oczywiście jak pojawiał się jakiś chłopak, to patrzał na mnie przez pryzmat „rozciągniętej dziewczyny”. Ja się angażowałam, później cierpiałam. W pracy poznałam wiele osób, nie czekałam na to, by mieć chłopaka, myślałam, że już zawsze będę sama. Poznałam Tomka, był to znajomy z pracy. Wychował się w katolickiej rodzinie, jak to mówią wierzący praktykujący. Zaczęło się dziać coś niesamowitego. Przy Nim czułam radość. Kiedy postanowiłam zakończyć swoją karierę sportową, bałam się tego powiedzieć, byłam pewna, że mnie opuści, bo tylko to zawsze we mnie widziano. Po dwóch latach związku ze wzlotami i upadkami oświadczył mi się, rok później wzięliśmy Ślub Kościelny. Pierwsze pół roku po ślubie było wypełnione głównie kłótniami, ciągłymi awanturami. Za wszelkie niepowodzenia zdaniem Tomka byłam winna ja. Po tym, jak za namową kolegi poszedł na spotkanie do Szkoły Nowej Ewangelizacji w Kościele Św. Anny, zaczął się zmieniać. Zrozumiał, że wina nie leży po mojej stronie. Nigdy nie potrafił mnie słuchać. Oczywiście jak to mój mąż, chciał zmienić i mnie. Choć zawsze mi powtarzał „wszystko w swoim czasie” nie potrafił się zastosować do swojego motta. Kiedyś Jego kolega zaproponował Mu, Tomek mnie, wyjazd na Tyski Wieczór Uwielbienia. Tam zaczęła się moja odnowa. Byłam na spotkaniu w SNE, gdzie była msza o uzdrowienie, uczestniczyłam w modlitwie wstawienniczej. Tam po raz pierwszy miałam obraz od Ducha Świętego. Wtedy jeszcze tego nie rozumiałam, próbowałam to wytłumaczyć sobie w każdy możliwy sposób, ale tylko jeden pasował – Duch Święty. Od tamtej pory zaczęłam się modlić, uczestniczyć z chęcią w Niedzielnej Mszy Świętej, zaczęłam czytać Pismo Święte. Doświadczam Ducha Świętego poprzez obrazy, słowa… dostrzegam Jego czyny na co dzień. Każdy problem jaki mam, powierzam Bogu – z Nim jest zwyczajnie łatwiej iść przez życie. Początkowo dzieliłam się tym z mężem, później z Jego kolegami. Na jednym ze spotkań Pan Jezus przyszedł do mnie osobiście, spojrzał mi prosto w oczy. Pokazał mi, bym głosiła Jego Ewangelię całej wspólnocie. Teraz z dumą uczestniczę w Mszy Św., wyznaję wiarę komu tylko się da. Bóg spełnia moje prośby. Pokazuje mi, że powołuje mnie do bycia wstawiennikiem. Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że dopominał się o mnie wcześniej. Dobrze, że jest cierpliwy, wiedział, że ja muszę iść małymi kroczkami… teraz żyję z Nim. Dostrzegam Go w każdym dniu swojego życia, nawet w najmniejszych rzeczach. Dziękuję Mu, że postawił na mojej drodze Tomka, z którym ostatnio świętowaliśmy Naszą I rocznicę ślubu. Gdyby nie Bóg i przysięga przed Nim, nie bylibyśmy razem. Wiem, że posłużył się Nim, byśmy oboje zbliżyli się do Niego.

Dziękuję każdego dnia, za to, że JEST bez względu na to kim jestem ! ! !

Chwała Panu!

Paulina