Świadectwa z roku uzdrowienia

Świadectwo Małgorzaty Paszkiewicz

Do Szkoły Nowej Ewangelizacji dołączyłam 8 maja 2014 roku, przyjęłam zaproszenie od znanej od lat Małgosi, pod koniec czerwca odbyłam pierwszy kurs -Nowe życie. Od samego początku miałam ochotę robić kurs za kursem i tak już w lipcu miałam jechać na kolejny kurs gdzie daty nałożyły się z 45 rocznicą ślubu Moich Rodziców. Zrezygnowałam z kursu wierząc, że Pan wie co robi.

Regularne spotkania i wykonywane obowiązki ucznia SNE szybko wydały obfity plon.  Prowadzenie Osobistego Dziennika Spotkań, możliwość dzielenia się w grupie oraz wiele, wiele innych działań  spowodowało wielkie uwolnienie od żalu jaki w sobie nosiłam od trzynastu lat do osób duchownych obojga płci, które zraniły bliskie mi osoby. Kolejne było wybaczenie osobie, która publicznie wypowiedziała się na temat Jezusa i Maryi w taki sposób, że cierpiałam z tego powodu dwa lata. Mimo to moje serce nadal płakało a łzy płynęły. Intensywna edukacja doprowadziła mnie do decyzji o spowiedzi generalnej, którą odprawiłam w październiku. Od tego czasu wybaczam automatycznie, tak to Mój Pan Jezus mnie uzdrowił.  Moje życie stało się piękniejsze a słowa ks. Kardynała, Prymasa minionego Tysiąclecia Stefana Wyszyńskiego jeszcze cenniejsze:

„ Bierz z Miłości Boga,

Abyś umiał miłować braci.

Nienawiść zwycięża się tylko Miłością”

Świadectwo Basi 

Dla mnie ten rok formacyjny pokrył się z czasem, kiedy rozpoczęłam terapię psychoterapeutyczną. Krótko po jej rozpoczęciu okazało się, że rok ten będzie „rokiem uzdrowienia” w naszej wspólnocie. To tym bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że decyzja o terapii była dobra. Zdecydowałam się na nią, gdyż miałam problemy w sferze emocji oraz relacji, głównie z najbliższą rodziną. Cały ten rok był procesem mojego uzdrowienia tych sfer, który nadal trwa. Doświadczyłam tego, w jaki sposób Bóg uzdrawia nie tylko bezpośrednio przez modlitwę, ale i pośrednio przez drugiego człowieka – w moim przypadku przez terapeutkę. Przez ten rok bardziej poznałam siebie – zdałam sobie sprawę, dlaczego w danych sytuacjach reaguję tak a nie inaczej, zaczęłam też łaskawszym okiem patrzeć na swoich rodziców, podczas kiedy wcześniej bardzo ich krytykowałam. Bóg uzdrowił mnie również z perfekcjonizmu – pozwalam sobie na błędy i niedociągnięcia, np. w pracy.

Chwała Panu!

Świadectwo Kasi

Na początku tego roku formacyjnego, który jest dla nas rokiem uzdrowienia, postawiłam sobie pytanie: Czego oczekuję w tym roku formacyjnym? Wiedziałam, że jeśli tego nie zdefiniuję, to nie będę wiedzieć, czego oczekiwać. Poprosiłam więc Boga o uzdrowienie mnie ze wszystkich moich zranień i wspomnień. Jak usłyszałam na jednej z pierwszych konferencji w październiku – uzdrowienie jest konieczne, by być bliżej Boga. A tego przecież pragnęłam.

Dotychczas często rozpamiętywałam bolesne dla mnie sytuacje, nawet sprzed wielu lat, nie potrafiłam przebaczyć osobom, które mnie zraniły. Można powiedzieć, że moje zranienia i złe wspomnienia zatruwały mi moje życie, nie dawały o sobie zapomnieć, wciąż bolały.

Ale Pan nie zostawił mnie z tym samą. Od momentu mojej decyzji, mojego zaproszenia Boga w te sytuacje, zaczęły się dziać cuda. Pan jakby przeprowadzał mnie kolejno przez te moje złe doświadczenia i uzdrawiał je. Nieraz bywało to bardzo bolesne.  Nieraz przez długi czas byłam na pustyni. Jednak czuję teraz , że jestem inną osobą, że odzyskałam swoją tożsamość i godność. I choć zdarzają się nadal trudne sytuacje, to wiem,  że jestem silniejsza, że teraz te sytuacje mnie jakby nie dotykają , że jestem w Jego pancerzu, Jego zbroi.  Moje uzdrowienie wpłynęło również bardzo na moje relacje z bliskimi, poczułam większą miłość do bliźniego, ale też postawiło mnie w prawdzie o mnie samej.  Mam też takie przekonanie, że Jezus zabierając z mojej głowy wiele dotychczasowych zmartwień i nurtujących myśli, uleczył mnie z nawracających bólów głowy.

Za to Chwała Panu!

 

W  sierpniu 2008r. podczas letnich wakacji uległam wypadkowi, w wyniku którego naderwałam wiązadła stawowe w lewym kolanie. Leczenie trwało kilka miesięcy ale ból utrzymywał się i utrudniał chodzenie.

W grudniu w mojej ówczesnej parafii odbyła się Msza św. z modlitwą o uzdrowienie.

Poszłam na nią i w chwili kiedy kapłan z Najświętszym Sakramentem stanął przy mojej ławce  w kościele, poczułam  rozchodzące się ciepło w kolanie.

Od tamtej chwili ból nigdy nie powrócił.

Mój Bóg uzdrowił mnie i bardzo Mu za to dziękuję.

CHWAŁA PANU !

Świadectwo Renaty

Z chorobą tarczycy zmagam się już 15 lat, a od 3 lat do wielu tarczycowych dolegliwości dołączył bardzo silny ucisk na krtań, który niejednokrotnie uniemożliwiał mi mówienie  i śpiewanie.

Na jesieni  2014r. podczas modlitwy na spotkaniu czwartkowym padły słowa że :
„ jest na sali ktoś kto ma ból krtani.”

To były słowa o mnie i dla mnie.

Modliłam się i prosiłam o uzdrowienie i z każdym dniem ból słabł.

Dzisiaj już go nie odczuwam i nie jest dla mnie uciążliwością.

Nadal proszę Boga o uzdrowienie bo wierzę, że Pan pragnie mnie uzdrowić z całej choroby.

CHWAŁA PANU !

            Na początku 2015r. małżeństwo córki mojej przyjaciółki przechodziło bardzo  burzliwy kryzys. Rozmowy, porady oraz negocjacje nie pomagały. Rozwód był już brany pod uwagę mimo że „młodzi” mają 2 letnią córeczkę… Niestety o jej przyszłości młodzi rodzice nie myśleli, a wręcz już uzgadniali w jakie dni tygodnia
u kogo będzie…

Modliłam się o pojednanie w ich związku ale też na spotkaniu czwartkowym do skrzynki na intencje modlitewne włożyłam prośbę o modlitwę o uratowanie tego małżeństwa.

Bóg jest cudowny i wysłuchał wołania !  Po dwóch tygodniach „ młodzi” pogodzili się.

Bóg nie tylko ich pojednał ale i zaprowadził do Kościoła.

CHWAŁA PANU !

 Świadectwo Agnieszki

Bóg w tym roku sprawił, że odczuwam głębszą  relację z Nim. Wcześniej wiedziałam, że jest i że mnie kocha ale wewnętrznie nie byłam o tym przekonana. Nauczył mnie codziennej modlitwy Słowem Bożym. Wcześniej nie rozumiałam jak to robić. Mój obraz Boga odrzucającego, zagniewanego, bezradnego uległ przekształceniu. Widzę, że Bóg mnie chciał, wybrał i nigdy nie oskarża. Czuję się bezpieczna, kochana, prowadzona przez Niego, mam pokój w sercu i pragnienie kochania. Bóg pokazał mi co stawiam wyżej od Niego i pomógł postawić siebie samego na pierwszym miejscu.  Mam do Niego większe zaufanie, wiem, że chce dla mnie zawsze dobrze.

Mniej przerażają mnie sytuacje nowe, nieznane i takie, w których wiem, że jestem niekompetentna i będzie to widać. Bóg przekonuje mnie, że mogę nic nie umieć, nie wiedzieć, być grzeszną a to Mu nie przeszkadza. On mnie zmienia.

Teraz psychologia pomaga mi w rozwoju a nie hamuje go. Wcześniej szczególnie wiedza z zakresu psychologii religii była dla mnie trudna, musiałam zmierzyć się z tym, że to w co wierzę może być próbą obrony mojego umysłu przed rzeczywistością, kompensacją braków. Teraz to dla mnie nie ważne. Wiedza psychologiczna działa na moją korzyść a nie przeciwko mnie. Czuję radość z powodu tego, że jestem psychologiem, że w mojej pracy mogę się rozwijać, uczyć, pomagać. Wcześniej praca bardziej mnie stresowała, bałam się wyzwań, które przede mną stawia.

Oprócz tego bardziej czuję się związana ze wspólnota, wcześniej nie identyfikowałam się z nią tak bardzo. Sprawdzałam jak wygląda w innych wspólnotach i Bóg przekonywał moje serce, że chciał mnie właśnie tutaj a nie gdzie indziej.

Momentów przełomowych dzięki, którym to się działo było wiele ale uważam, że najważniejsza była zmiana mojego myślenia, a to za nią szła cała reszta wydarzeń. Uświadomiłam sobie, że to nie ja muszę coś robić i się starać, ja nie mam nic, Bóg mi daje za darmo, ja nie muszę się otwierać, to Bóg mnie otwiera, nie muszę pytać jak coś zrobić, Bóg prowadzi, podpowiada. Zaufałam swoim pragnieniom, poruszeniom, przekonaniom, że np. mam coś zrobić, nie robić, zmienić a On robi resztę.