Świadectwa z Kursu „Wyjdź z łodzi”

Myślę, że na tym kursie Pan pokazał mi po raz kolejny w jak wielu miejscach mogę dziękować Mu za Jego pomoc, kiedy wyciągał do mnie rękę, gdy tonąłem. Pomagał mi w sferze zawodowej, w relacji z chłopcami i żoną, w odważnym przyznawaniu się do Niego, w mojej pasji biegowej oraz w rozwijaniu się w posłudze modlitewnej. Wierzę, że też Pan chce odkrywać przede mną tą prawdę, że On jest zawsze obecny w każdej burzy mojego życia, umacniając moje kroki stawiane „na wodzie”. Mam przekonanie, że pomoże mi to w przyszłości zachować większą cierpliwość  w tych trudnościach, które na pewno wystąpią. Pan jest wielki cały czas /Cezary/

W tym czasie bardzo ważny był dla mnie czas, kiedy mogłam pomyśleć o swoim powołaniu. Bóg od kilku lat pokazywał mi jedno pragnienie, jeden konkretny kierunek. Ten czas  dzielenia był szczególny dla mnie i mojego męża, bo zobaczyliśmy jedność w tym do czego zaprasza nas Pan. Będziemy dalej słuchać i rozeznawać, ale cudownie jest móc iść w jednym konkretnym kierunku. Innym takim momentem był dla nas czas dzielenia się burzą w moim życiu. Zobaczyłam, że było coś o czym nawet nie pomyślałam, a to było rzeczywiście najtrudniejsze dotychczas zdarzenie w życiu mojej rodziny. Pokazało mi to, że zakopałam to w sobie, a wiąże się z tym jeszcze wiele emocji, które potrzebują Pana. /Kasia/

Zobaczyłam swoje łodzie, z których chcę wychodzić. Bóg pokazał mi do czego mnie wzywa w pracy zawodowej. Dał mi na rekolekcjach ludzi, którzy przez swoje słowo pomogli mi to odkryć. To będzie moje wyjście z łodzi, z lęku, bezpieczeństwa, ograniczeń. Doświadczyłam tego, że podczas burzy Bóg jest ze mną. Pokazał mi też miejsca, z których chce mnie wyprowadzić. /Kasia/

Na modlitwie wyznałam memu Bogu miłość, tak głęboko spontanicznie i prosiłam by nauczył mnie kochać, tak jak On Jezus mnie kocha. Usłyszałam głos Boga w swoim sercu. Bóg mówił: pójdź za mną, nie lękaj się, ja trzymam Cię za rękę i nie puszczę. Wiem, że Bóg powołuje mnie do czegoś nowego, bo przez cały rok mnie do tego przygotowuje. Mam nadzieję, że starczy mi odwagi i wyjdę z tej łodzi. Zobaczyłam jak Bóg posługuje się moimi braćmi i siostrami ze wspólnoty, gdy na kursie siedziałam w jaskini to Bóg przysłał mi siostrę do pomocy. /Danuta/

Bóg obdarował mnie tymi rekolekcjami w najlepszym dla mnie czasie. Jestem przed podjęciem ważnej, życiowej, bardzo trudnej decyzji. Kurs dodał mi odwagi i pewności siebie, wlał nadzieję w moje serce na bliskie spotkanie z Jezusem. Dowiedziałam się też, że burze mnie nie miną – na 100%. Pojawiają się trudności, ale nie będą już dla mnie zaskoczeniem i z Jezusem stawię im czoła i zwyciężę. Chwała Panu! /Julia/

Na tym kursie Pan pokazał mi i pozwolił mi nazwać lęki, które blokowały mnie przed mówieniem o Nim, przed zaufaniem Jezusowi. Wierzę, że Pan zabrał te lęki i że będę miał odwagę wychodzić z łodzi. Kolejnym ważnym elementem dla mnie była konferencja o porażkach. W zeszłym roku poniosłem dużą porażkę w życiu zawodowym. Zrozumiałem, że ta porażka jest dla mnie blokadą i mocno zdemotywowała mnie. Postanowiłam, że nie chce tak żyć, że chce zacząć działać. Wierzę, że Pan, który błogosławi decyzjom, pomoże mi na tej drodze. Z nadzieją, czekam na więcej! /Tomek/

Pierwszy dzień kursu był dla mnie ciężki. Tego dnia działo się dużo rzeczy, tak jakby szatan już działał zanim zdążyliśmy jeszcze dojechać na kurs. Ale postanowiłam, że od następnego dnia będę walczyć o ten czas. Doświadczyłam spokoju. Nie było wielkiego przełomu, niesamowitego odczucia Pana Boga, ale jestem przekonana że będą owoce tego spotkania w przyszłości, może jutro, może za 2 dni, a może za miesiąc. Doświadczyłam tego, że nawet jeśli wydaje mi się, że jestem zaangażowana na 100% w to co się dzieje, to Jezus i tak już jest i działa. Przychodzi do mnie z taką wiarą jaką mam i chce tylko żeby być. /Jola/

Na kursie doświadczyłam działania Boga. Jestem przekonana, że Bóg uzdrowił mnie z mojej nieśmiałości. Powiedział mi, że widzi moją walkę i że to mu się podoba (co jest dla mnie ważnym potwierdzeniem). Najbardziej dotknęło mnie nauczanie o wskaźnikach jakie są przeszkodą wyjścia z łodzi. Odkryłam, że lęk mnie bardzo paraliżował, moje cierpiętnictwo, użalanie się nad sobą, co mocno odbija się na moim poczuciu wartości, braku odczuwania radości i najogólniej mówiąc wolności. Dzięki temu nauczaniu zmieniło się moje podejście, lęki już nie są takie straszne. Zobaczyłam, że mam mniej porażek niż przypuszczałam (bardziej jest to kwestia paraliżu i braku działania, braku podjęcia kolejnej próby przed obawą porażki np. podejście po raz kolejny  do egzaminu prawa jazdy). Wyraźnie też zobaczyłam, co jest moim obszarem do wyjścia z łodzi. Nabrałam odwagi (zobaczyłam, że już nie mam wymówek) do tego, żeby podejmować działania w niedokończonych tematach – tam gdzie już odpuściłam. Chcę zawalczyć na nowo, bo mam pewność, że Bóg będzie ze mną w tych działaniach. Doceniłam burze w moim życiu. /Karolina/

Dzięki Ci Panie, za czas kursu kiedy to przypomniałeś mi, że już dawno złożyłeś w moim sercu pragnienia i marzenia, które zaniechałem. Chciałabym wrócić do tych marzeń i zacząć je realizować z Bożą pomocą. Nie chcę się skupiać na przeszkodach i moich ograniczeniach, bo z Bogiem wszystko  jest możliwe, mogę wyjść z łodzi patrząc na Ciebie, Jezu! Był to piękny czas budowania relacji we wspólnocie, bliższego poznawania się, wspólnego uwielbiania i radości. Chwała Tobie, Panie za ten czas. /Gabrysia/

Na kursie doświadczyłam Boga. A konkretniej tego, jak bardzo się o mnie troszczy i jak bardzo mu na mnie zależy. Przypomniałam sobie wiele treści, o których zapomniałam, ale też poznałam nowe doświadczenia Boga. Doświadczyłam tego, że ważne jest moje serce, dla Pana, który mnie stworzył. Wierzę, że ciągle będę odkrywała  swoje powołanie oraz to do czego Bóg mnie stworzył. Mam również głęboką nadzieję, że z każdej porażki w moim życiu Bóg wyciągnie dobro. Psalm 142 utwierdził mnie w tym, jak ważne jest to dla mojego wielkiego Boga. Myślę, że kurs utwierdził mnie również w tym, że  moja wspólnota, w której centrum jest Bóg – jest jak rodzina, która wprowadza jedność. Doświadczyłam też wyjątkowej spowiedzi, która jest dla mnie bardzo ważna i tego, że Bóg jest taaaaaaaaaaaaki wielki! /Wiktoria/

Ponownie poczułem się wezwany, aby bez obaw z determinacją iść za Bogiem, aby zacząć wdrażać i realizować, to co Bóg wkłada w moje serce. Aby postawić Go w centrum swego życia (bo różnie z tym bywało). Aby nie spuszczać z Niego swoich oczu. Na nowo uczynił mnie wolnym (dał mi poczucie wolności przez Swoją bliskość). Dodał mi odwagi do parcia do przodu. Uświadomił mi, że to wychodzenie z łodzi już się zaczęło w moim życiu. Dotknęło mnie kazanie ks. Sebastiana o prostocie relacji. /Grzegorz/

Przez cały kurs czułam wielki błogostan. Jestem w stanie upojenia duchowego. Przed sobotnią Eucharystią poprosiłam brata ze wspólnoty, aby spoglądał na mnie. Piękne uczucie, bardzo głębokie. /Małgorzata/

Utwierdziłem się w decyzji. W moim życiu jest tak, że jak mi Pan Bóg zwraca na coś uwagę, to ja zauważam, że to już od jakiegoś czasu się dzieje. Powoli, niepostrzeżenie się zaczęło i narasta. Moje wychodzenie z łodzi (z bezrobocia, z brakiem pomysłu na życie) zaczęło się miesiąc temu i (jak Bóg pozwoli) potrwa co najmniej do października. Tutaj się w tym utwierdziłem i uspokoiłem, że proces się rozpoczął i przyśpiesza. Utwierdziłem się też w przekonaniu, że za wyjście z łodzi nigdy nie jest za późno. Dostałem też wskazówkę, że chodzenie po wodzie się uda, gdy celem jest tego chodzenia będzie Jezus. Po wodzie pójdę tylko na Jego wezwanie. Gdy będę skupiony na Nim – uda się. Zwróciliście też uwagę na to, że przez moje dotychczasowe życie całe nie zastanawiałem się nad tym do czego jestem powołany. Jakie jest moje powołanie? Dopiero od wczoraj się nad tym zastanawiam. /Wojtek/

Kurs „Wyjdź z Łodzi” bardzo uderzył w moje czułe miejsca. Pokazał i nazwał co jest moją łajbą i zaprosił mnie do porzucenia i pójścia odważnie i mocniej za Jego słowami. Konferencja przed sobotnim obiadem rozmiękczyła mnie do łez, gdzie to stało się słowami mojej modlitwy. Łzy płynące po policzkach były oczyszczeniem z lęku i pokazaniem nowej, lepszej drogi po głębokich wodach mojego życia. /Łukasz/

Bóg w szczególny sposób dotykał mnie w temacie Prawdy. To mnie zaskoczyło, ale też „odświeżyło” i pokazało w moim świetle talent który mam, a którego rozwój ostatnio (przez ostatnie kilka lat) zaniedbałam. Chodzi o dociekanie prawdy i szukanie jej pod różnymi obronami u siebie i u ludzi, w relacjach. Na tym też polega moja praca – bo jestem psychoterapeutą. W pewnym momencie zaczęłam bać się tego i uznawać, że to skrzywdzi innych. To też utrudniało mi pracę. Bóg pokazał mi wyraźnie, że źle to widzę, że On zawsze dążył do prawdy i sam jest Prawdą. Pokazał, że dążenie jest formą miłości. W słowach o „graniu w ciszę” – odnalazłem swoją przeszkodę, by wychodzić z łodzi. Chciałam być „miła” i lubiana – więc ukrywałam to, co naprawdę myślę. Modlitwą wstawienniczą – Bóg to uzdrowił. Słowo Boże odziera z obaw i działa jak miecz: z miłością do nas. /…/

Kurs na nowo wzbudził we mnie zaufanie do Boga. Pokazał mi, że jest Większy niż moje lęki i zamartwianie się. Zobaczyłam, że lęk mnie paraliżuje, nie pozwala wyjść z łodzi i że czyni mnie bierną, a równocześnie się przyzwyczaiłam do tego, że nie stawiam czoła trudnościom i zbyt mało mam odwagę opuścić utarte schematy i znajome miejsce. Bóg też na tym kursie pokazał mi obszary, w których powinnam opuścić łódź i iść za Jezusem. Zobaczyłam też, ze burze i lęk będą zawsze mi towarzyszyć na drodze za Jezusem, ale muszę z Nim je pokonywać, nie patrzeć w dół tylko na Niego. Bóg mi też pokazał, że nie będzie idealnego czasu do wyjścia z łodzi i na jest właśnie już czas. /…/

Bóg po raz kolejny przypomniał mi na tym kursie, że jestem obdarowana przez Niego licznymi darami i niejako napomniał mnie bym je z wdzięcznością wykorzystywała na Jego chwałę! To jest moje najważniejsza myśl z tego kursu: Bóg powołuje mnie do takiego życia i takich zajęć, które będą na Jego chwałę. Utwierdza mnie w tym i woła po imieniu: Kasiu! Kasiu! Abym w końcu przełamała swoje wewnętrzne ograniczenia i nie bała się w nie wstydziła wyjść z łodzi. Dlatego symboliczny gest zamoczenia stóp, był momentem przełamania się i pokonania wewnętrznych oporów. Czułam mocno obecność Jego Ducha, szczególnie podczas niedzielnej Eucharystii. /…/

W czasie kursu czułam się dobrze, bezpiecznie i miło dzięki organizatorom, czułam się jakbym uciekła z domu i była na wakacjach. W tym momencie życia jestem podczas burzy, największej jak dotąd w moim życiu, pełna lęku i podczas tego czasu dowiedziałam się więcej o swojej sytuacji. Przed kursem wiele razy pytałam Boga – co się dzieje, że wszystko tak się sypie wokół, całe nieszczęścia i cierpienia, każdego dnia nowe. Teraz wiem gdzie jestem i co się dzieje – jestem w jaskini i najważniejsze gdzie jest Bóg – jest ze mną. Zmieniło się moje serce, lęk po prostu musiał ustąpić miejsca Bogu. Ważnym też dla mnie momentem była nauka o wskaźnikach (lęk, frustracja, modlitwa itd…) i wtedy mogłam zbudować swoje serce i zaobserwować jak bardzo chcę się użalić nad sobą, na samą myśl o tym, obraziłam się na ludzi wokół mnie – kontemplowałam swoje nieszczęście, a przecież były to wskaźniki do wyjścia z łodzi. To dla mnie informacja, która wszystko zmienia. Moja umartwienie nie znajduje już we mnie usprawiedliwienia, musi odejść. Dziękuje za ten czas. Doświadczyłam też obecności i dobroci Boga w ludziach wokół, w czasie na podwórku, w prostocie, za darmo. Rano, kiedy spałam w ośrodku moja przyjaciółka za wspólnoty obudziła mnie zapachem kawy – nie pamiętam kiedy ktoś zrobił mi kawę do łóżka. Patrzyłam też na dzieci obecne na kursie, które zachowywały się głośno i beztrosko – tak jak ja mogę się zachowywać przed moim Ojcem. /…/

Doświadczyłam tego, że Bóg chce zapraszać mnie do relacji z Nim, do głębszej relacji. Abym nie bała się Mu zaufać, szczególnie wtedy gdy jest trudno; abym nie poddawała się doświadczając jakiejś porażki. Wychodząc z łodzi – podejmując jakieś kroki nie traciła z oczu Jezusa, nie patrzała w dół, ale na Niego, nie poddawała się swoim lękom, ani obawom. Wiem, że po wyjściu z łodzi będą burze, ale nie chcę się ich lękac, chce mieć przed oczami Jezusa. /…/

Podjęłam decyzję, że wychodzę z łodzi i nazwałam konkretne dziedziny życia, w których mam to zrobić. Zmierzyłam się z lękiem w moim życiu, nazwałam go i chce „wychodzić z łodzi” pomimo tego lęku. /…/

Pan okazał się większy niż mój strach, zniwelował go. Pokazał konkretne rzeczy, decyzje jakie należy podjąć. I ten mój, pierwszy krok… na który On czeka, by natychmiast zacząć działać. Uświadomiłam sobie jak bardzo tęsknie za modlitwą wstawienniczą, za tą posługą i pragnienie mego serca na nowo wypłynę łona powierzchnię. /…/

Doświadczyłam przede wszystkim Boga działającego we wspólnocie. Bóg zachęcił mnie do wyjścia z łodzi i zobaczenia, że mój lęk jest przeszkodą by zbliżyć się do Niego. Bardzo ważne było dla mnie spotkanie – dzielenie w grupach i czas wolny, w którym mogliśmy budować relację – w zupełnie innym miejscu – okolicznościach. I mam wielki zapał do tego by chodzić po falach. /…/

W czasie tego kursu doświadczyłam zaproszenia Boga do wychodzenia z własnych schematów, aby nie wracać do tego, co było, co już znam i co nie przynosi owoców, ale właśnie żeby wyjść ze swojej łodzi nawyków na nową ziemię, którą przygotował Pan. Pomimo towarzyszącego lęku przed nowością, doświadczyłam takiego zaopiekowania się Boga o mnie w tym wyjściu i zmierzaniu dalej po nowym terenie. Moje serce napełnione jest ufnością i oczekiwaniem działania Boga. Pan zachęcił mnie również do jeszcze intensywniejszego patrzenia na Niego w codzienności. Jestem zachęcona do zmiany myślenia na temat swoich porażek, żeby nie zatrzymywać się na nich, aby one nie definiowały mojej przyszłości. Szczególnym momentem na kursie był czas zanurzenia rąk w wodzie podczas modlitwy. Doświadczyłam takiego połączenia z Jezusem w tym geście. Jakby to On chwycił mnie za ręce i wypełnił sobą. /…/